Dzisiejszy wątek to ….wyjątek. Bo będzie nie kulinarnie. Robiłam porządki w garderobie. W zasadzie zarówno stwierdzenia „porządki” jak i „garderoba” są bardzo na wyrost. Należało by napisać bardziej „ogarniałam nieco bałagan w szafie”, i to ograniczając się do kilku półek. Czynność ta została brutalnie przerwana znalezieniem dawno nie widzianej wieczorowej torebki. Dalsza część wieczoru upłynęła na kontemplacji poniższego zestawu. Oczami wyobraźni widzę: jeansy rurki, biała koszulowa bluzka z bufiastymi rękawami, a może… szara sukienka bombka, legginsy...
Do tego kieliszek wina. I świat jest mój…
Chyba nigdy nie dokończę tego układania.